Dlaczego zło nie potrzebuje instrukcji obsługi?

Dlaczego zło nie potrzebuje instrukcji obsługi?

adw. Kinga Dagmara Siadlak

Fizyka chaosu w polityce

Ogród zarośnie chwastami sam z siebie. Nie potrzebuje do tego żadnej instrukcji, żadnego planu, żadnego wysiłku z Twojej strony. Wystarczy, że przestaniesz go pielęgnować. Aby kwitł, musisz pracować. Aby zdziczał, musisz tylko w tym nie przeszkadzać.

Wyobraź sobie, że demokracja to skomplikowana maszyna do utrzymywania równowagi na linie. Aby działała, musi mieć tysiące czujników, hamulców i stabilizatorów. Każdy ruch musi być przemyślany, każda zmiana musi przejść przez system kontroli. To jest trudne, kosztowne i, umówmy się, czasem potwornie nudne. Wtedy na scenę wchodzą systemy autorytarne, w różnych maskach, ale zawsze z tym samym gestem - odrzucają maszynę równowagi jako zbędny balast. Bo po co im hamulce, skoro można po prostu gnać? Po co czujniki, skoro mają pewność? To nie jest polityka budowania - to polityka spalania.

 

Chaos jako metoda

Systemy autorytarne nie muszą zabiegać o stabilność, bo ich paliwem jest właśnie jej brak. Działają jak pożar, który nie potrzebuje planu budowy, tylko czegoś, co może spalić. Rozkład jest naturalnym kierunkiem materii. Żeby coś się rozpadło, wystarczy przestać się starać, żeby trwało, trzeba pracować każdego dnia.
Dlatego niszczenie instytucji, podważanie zaufania obywateli do państwa, szukanie wrogów i podsycanie strachu przychodzą z niepokojącą łatwością. Nie potrzebują skomplikowanej instrukcji, wystarczy ktoś, kto wie, gdzie przyłożyć zapałkę. Ktoś, kto umiejętnie wskaże wroga, Żyda, uchodźcę, Brukselę, elity, zdrajców narodu, i opakuje go w symbole, które już znamy, flagę, krzyż, mit silnego przywódcy, który wreszcie powie prawdę. Odwołują się do czegoś głębszego niż polityka, do instynktu, który każe widzieć w chaosie ulgę, a w kłamstwie wypowiedzianym pewnym głosem - wyzwolenie. Faszyzm jest jak kamień puszczony ze zbocza, z każdą chwilą szybszy, z każdą chwilą trudniejszy do zatrzymania. Ludziom wydaje się to atrakcyjne, bo wreszcie czują dynamikę i siłę. Ale system, który nie potrafi zwalniać ani korygować kursu, zaczyna w pewnym momencie zjadać sam siebie. Wróg musi być coraz bliżej, zdrajca coraz groźniejszy, krąg podejrzanych coraz szerszy. Wczorajsi lojalni stają się dzisiejszymi wrogami, bohaterowie zdrajcami, bo system pożera tych, których już nie potrzebuje. To oczywiście nie znaczy, że aby demokracja powróciła, wystarczy poczekać… bo zanim każdy z tych systemów się rozpadł, kosztował miliony istnień i potrzebował tych, którzy mu się przeciwstawili, płacąc za to najwyższą cenę. Czy naprawdę musimy czekać na to ostateczne załamanie, by przekonać się o tym na własnej skórze?

 

Dlaczego demokracja zawsze wydaje się słabsza?

 

Bo demokracja to codzienna praca utrzymywania równowagi między sprzecznymi siłami, a autorytaryzm zastępuje tę równowagę jednym wektorem, jedną wolą, jednym kierunkiem. Znacznie łatwiej jest coś zburzyć niż zbudować i utrzymać, bo wszystko w naturze dąży do rozpadu, do prostszych stanów, do mniejszego oporu. Demokracja jest buntem przeciwko temu kierunkowi i właśnie dlatego jest kosztowna, niewdzięczna i nigdy nie wygląda tak efektownie jak pożar.

Problem w tym, że liberalna demokracja przestała o tym pamiętać. Gdzieś po drodze zastąpiła realną pracę budowania instytucji retoryką wartości, rytuałem słów, które brzmią poważnie, ale niczego już nie dźwigają. I w tej próżni pojawia się ktoś, kto oferuje ulgę, ale nie przez rozwiązania, lecz przez wskazanie winnych, nie przez reformę instytucji, lecz przez wroga, którego można obarczyć odpowiedzialnością za wszystko, co boli. Mechanizm jest zawsze ten sam, tylko maska się zmienia. Zamiast trudnej pracy rozumienia złożonych procesów dostajemy prostą narrację, w której jest swój i obcy, czysty i skażony, silny i słaby. Zamiast własnej decyzji dostajemy władzę, która zdejmuje z nas ciężar wyboru. Zamiast niepewności, która jest nieusuwalnym kosztem wolności, dostajemy pewność, która smakuje jak ulga i po jakimś czasie przestajemy zauważać, że nosimy kajdany.

 

Kontrolowane spalanie

Leśnicy wiedzą, że najlepszą ochroną przed wielkim pożarem są małe, kontrolowane wypalania. Regularnie podpalają fragmenty lasu, żeby usunąć suche poszycie, które wielki ogień mógłby pożreć. Demokracja potrzebuje czegoś podobnego. Musi mieć wbudowany nieporządek, prawdziwy spór i rzeczywiste napięcie, czyli miejsca, w których różne głosy naprawdę się zderzają. Musi być żywa od środka, żeby nie dać się zaskoczyć od zewnątrz.
Ale żeby tak było, musimy chcieć w tym uczestniczyć. Musimy zaakceptować, że wolność jest niewygodna, że demokracja nie daje prostych odpowiedzi ani łatwych winnych, że jej siłą jest właśnie to, co w niej najbardziej irytuje. Hałas, powolność, kompromis, który nikogo w pełni nie zadowala. To nie jest słabość systemu, ale dowód, że żyje.

Faszyzm to rak, niekontrolowany wzrost, który pożera organizm, by na końcu zginąć wraz z nim. Demokracja to układ odpornościowy, który musi bez przerwy rozpoznawać zagrożenia i uczyć się na własnych błędach. Tak jak organizm potrzebuje szczepionki, zimnego prysznica i wysiłku fizycznego, małych dawek tego, co może być mało przyjemne, ale bez czego słabnie i traci odporność, tak demokracja potrzebuje prawdziwego sporu, tarcia i niewygody. Wolność też wymaga wysiłku. I też czasem boli.

 

Źródła naukowe:
Eliassi-Rad et al. (2020) „What science can do for democracy: a complexity science approach”, Humanities and Social Sciences Communications 7:30 • Wiesner (2024) „Political Systems as Complex, Statistical Systems”, Order, Disorder and Criticality, World Scientific • King (2022) „Stating the Thermo-Entropic Limits of Substantive Democracy”, Humanities Bulletin Vol. 5 • Zou (2025) „The Clash of Democracy Waves and Authoritarian Waves” • Filipowicz (2025) „Koniec epoki? Demokracja liberalna i mechanizm autodestrukcji”, Studia Politologiczne Vol. 77


Idź do góry