Faszyzm, który nadchodzi. Przemysław Witkowski

Faszyzm, który nadchodzi. Przemysław Witkowski
Jacek Żakowski
Wstęp do książki "Faszyzm który nadchodzi" 

"Przemysław Witkowski napisał książkę konieczną i fascynującą. Aż dziwne, że nikt na świecie tego wcześniej nie zrobił.

Konieczność takiej książki jest dość oczywista. Bo długi cień faszyzmu gęstnieje nad światem i staje się coraz groźniejszy od półtorej dekady, czyli od kryzysu 2007/2009 r. A w debatach publicznych wciąż rządzi wyparcie zła, które ten cień niesie.

Wiele osób jednak ten brunatny cień widzi i antycypuje związane z nim ryzyka. W swojej ostatniej książce (Faszyzm. Ostrzeżenie, 2018 r.) opisywała go m.in. była Sekretarz Stanu USA, prof. Madeleine Albright, którą trudno oskarżać o lewacką histerię. Nawet jej spokojna, precyzyjna, spełniająca najwyższe standardy intelektualne analiza, dla wielu nie była jednak dość przekonująca, by poważnie traktować rosnące zagrożenie faszyzmem.

Nasz problem z tropieniem współczesnego faszyzmu wynika głównie z uproszczonych porównań. Zawsze można przecież pytać, „gdzie tu widzisz Hitlera?” („Kaczyński nie jest Hitlerem”, „Trump nie jest Hitlerem”...), lub rzucić „Holocaust to nie jest” („Push-backi to nie Auschwitz”). Zarzut stosowania „reductio (lub argumentum) ad Hitlerum” w celu zdyskwalifikowania swojego oponenta, bywa oczywiście prawdziwy (np. gdy porównuje się aborcję do Holocaustu), zwykle jednak zbyt łatwo zamyka dyskusję nad zjawiskami realnie groźnymi.

Nowe wersje faszyzmu oczywiście różnią się od faszyzmu (-ów) z początku XX w. Nie ma masowych partii faszystowskich z milionami członków. Nie ma partyjnych mundurów ani paramilitarnych partyjnych bojówek. Ale współczesne faszyzmy mają podobną istotę i korzenie, oraz mogą prowadzić do podobnych skutków.

Wyjątkowość i szczególne znaczenie książki Witkowskiego polega głównie na tym, że odsuwa on na bok nieistotne powierzchowne różnice i drąży tożsamą lub zbieżną istotę XX-wiecznych oraz współczesnych procesów – od demokratycznych i ekonomicznych systemowych dysfunkcji, po mitologię, estetykę, wizje tożsamości, rodziny czy seksualności.

W ten sposób pokazuje głęboką istotę tego, co powierzchniowa analiza politologiczna najczęściej określa jako „nowy prawicowy autorytarny populizm”. Dzięki temu refleksyjny czytelnik w miarę lektury odkrywa, że populizm jest zaledwie socjotechnicznym narzędziem liderów rewolty, której istotą jest głęboki faszystowski zwrot dokonujący się nie tylko w polityce, lecz także – lub raczej: zwłaszcza – w kulturze. I że ten groźny proces dotyczy nie tylko radykalnej politycznej prawicy.

Faszyzm tu jest. Przemysław Witkowski umiał to pokazać aż nadto przekonywająco. Jest nie tylko obok, lecz także między nami. I to nie w mrocznych niszach. Nie w ciasnych kryjówkach. Jest wokół. Blisko głównego nurtu lub nawet w nim samym. Przesiąka nasze życie.

Nie jest to nazizm czy hitleryzm, jakie znamy z przeszłości. Przeszłość to przeszłość. Nie warto toczyć sporów o cofanie czasu ani o to, czy dzisiejszy faszyzm jest bliższy włoskiemu, niemieckiemu, portugalskiemu czy może polskiemu sprzed stu lat. Bo oczywiście jest inny, niż jakikolwiek historyczny wzór. Podobnie jak dzisiejsza demokracja jest inna, niż demokracja XIX-wiecznej Ameryki, Francji z lat 30., czy Wielkiej Brytanii lat 80. XX w. Tak jednak, jak demokracja mimo zasadniczych różnic wciąż jest demokracją, gdy zachowuje demokratyczną istotę, tak faszyzm pozostaje faszyzmem, jeśli zachowuje istotę swej faszystowskiej natury, co doskonale uchwycił Przemysław Witkowski.

W tym sensie książka Witkowskiego z każdą kolejną przeczytaną rozmową – nawet jeśli padają w nich równie kontrowersyjne tezy – szeroko otwiera czytelnikom oczy na bardzo niewygodną prawdę o pełzającej wciąż szerzej i głębiej faszyzacji naszej rzeczywistości. Oczywiście, także po książce Witkowskiego, wciąż będzie można wypierać tę niewygodną prawdę. Taka pokusa może nawet wzrosnąć, bo groza staje się bardziej oczywista, a wciąż przecież nie wiemy, jak pełznięcie faszyzmu zatrzymać nie naruszając struktury rządzących dziś światem ważnych, często uzasadnionych zbiorowych interesów.

Przemysław Witkowski nie oferuje czarodziejskiej antyfaszystowskiej różdżki. Ale odsłania rozległe korzenie współczesnego faszyzmu. Mamy więc ważną wskazówkę, jak szukać antidotów i gdzie je aplikować. Przede wszystkim dostarcza zaś wiedzę, która sprawia, że – jakby co – trudniej będzie mówić „nie wiedziałem”.


Idź do góry