Miałam oczywiście krewnych w Hitlerjugend

Miałam oczywiście krewnych w Hitlerjugend
Margaret Morghen
"Wczoraj obejrzałam „Norymbergę” i najbardziej uderzyło mnie to, jak zaciekle unikamy niewygodnej prawdy o ekstremizmie.
Wytworzyliśmy kulturowy odruch, który mówi, że moralna odpowiedź na faszyzm jest prosta:
„Po prostu przyłóż naziście”.
To daje emocjonalną satysfakcję, ale całkowicie zaciera złożoność tego, jak ekstremizm naprawdę zapuszcza korzenie. Film pokazuje coś, czego rzadko chcemy być świadomi: nazizm nie zaczął się od karykaturalnych typów maszerujących gęsim krokiem. Zaczął się od ran tożsamościowych, upokorzenia, propagandy i kultury, która nagradzała ideologiczną zgodność na długo, zanim ktokolwiek zaczął wyglądać jak „czarny charakter”.
Wolimy, żeby zło było oczywiste – bo jeśli naziści byli zwykłymi ludźmi, ukształtowanymi przez siły społeczne i polityczne, to wszystkie musimy znacznie uważniej przyjrzeć się własnym społecznościom.
Jako Niemka-Amerykanka odczuwam to bardzo osobiście.
Moja rodzina żyła wewnątrz tamtego systemu. Wiele osób uwielbia słuchać, że mój dziadek został uwięziony w Esterwegen w 1933 roku jako przeciwnik polityczny. Ta historia świetnie wpisuje się w preferowaną narrację – „dobry Niemiec”, ten, który stawia opór, wyjątek.
Ale mój ojciec urodził się w 1937 roku, był częścią pokolenia celowo obranego za cel przez nazistowski reżim. W chwili, gdy osiągnął wiek „ścieżki Hitlerjugend”, członkostwo było obowiązkowe. To nie był wybór – to była struktura społeczeństwa. (Mam zdjęcie jego klasy w przedszkolu, a jego nauczyciel ma wąs à la Hitler i zaczes, bo to było modne).
Większość niemieckich dzieci, włącznie z członkiniami i członkami mojej rodziny, została wciągnięta do Hitlerjugend, ponieważ:
szkoły były znazifikowane,
podręczniki przepisano na nowo,
rodzice, którzy stawiali opór, ponosili konsekwencje,
poczucie przynależności i bezpieczeństwa zależało od uczestnictwa,
indoktrynacja była podawana w pakiecie z zajęciami na świeżym powietrzu, muzyką, sportem i koleżeństwem.
To nie były małe ideolożki i mali ideolodzy.
To były dzieci w systemie zaprojektowanym tak, by kształtować je na długo, zanim zrozumiały, w czym biorą udział.
Ludzie uwielbiają historię o moim dziadku, który stawiał opór.
Ale zaczynają czuć się nieswojo, gdy wspominam, że – jak niemal każda niemiecka rodzina tamtej epoki – miałam oczywiście krewnych w Hitlerjugend.
Ten dyskomfort odsłania coś ważnego:
Większość osób nie chce niuansu. Chcą złoczyńców, którym można przyłożyć, a nie prawdy o tym, że ekstremizm rekrutuje dzieci, wykorzystuje podatność na zranienie i rozprzestrzenia się przez zwyczajne struktury społeczne.
A ponieważ odrzucamy niuans, nie dostrzegamy ekstremizmu, gdy się zmienia.
Tu właśnie „Norymberga” okazała się niepokojąco aktualna.
Dużo mówię o lewicowym antysemityzmie – nie dlatego, że skrajnie prawicowy antysemityzm nie jest niebezpieczny (jest bardzo niebezpieczny), ale dlatego, że lewicowy antysemityzm to ekstremizm, którego ja sama doświadczyłam.
Spędziłam prawie trzy lata (2017–2020) w trzech skrajnie lewicowych grupach w San Diego, które były otwarcie antysemickie, jednocześnie przedstawiając się jako antyfaszystowskie.
Te grupy były mistrzyniami i mistrzami w piętnowaniu skrajnej prawicy, a jednocześnie odtwarzały te same mechanizmy psychologiczne:
politykę czystości,
szukanie kozłów ofiarnych,
myślenie grupowe,
odczłowieczanie przedstawiane jako „sprawiedliwość”,
niezdolność do autorefleksji,
moralny absolutyzm,
wrogość wobec niuansów,
wiarę, że własna słuszność usprawiedliwia wszystko.
To był bezpośredni, współczesny odpowiednik tego, co obnaża „Norymberga”:
niebezpieczeństwa ruchów, które wierzą, że ich ideologia zwalnia je z podlegania krytyce.
Dlatego sposób myślenia „uderz nazistę” nas zawodzi.
Uczy ludzi rozpoznawać ekstremizm tylko wtedy, gdy pojawia się w swojej najbardziej teatralnej formie: w mundurach, krzyku, symbolice – i oślepia ich na cichszy, bardziej podstępny ekstremizm, który wyrasta we własnych szeregach.
Jeśli akceptujemy zło tylko wtedy, gdy wygląda jak czarny charakter w kostiumie, nigdy go nie rozpoznamy, gdy przyjdzie w języku aktywizmu, wyzwolenia czy antyrasizmu.
Zrozumienie historii mojej własnej rodziny nauczyło mnie, że ekstremizm nie zawsze jest głośny.
Często jest subtelny, znajomy i owinięty w poczucie przynależności.
Celuje w młodych, idealistycznych i wrażliwych – nie dlatego, że są pełni nienawiści, ale dlatego, że łatwo na nich oddziaływać.
Nie noszę mojego dziedzictwa jako winy, noszę je jako odpowiedzialność:
by rozumieć radykalizację, gdziekolwiek się pojawi,
by konfrontować antysemityzm we wszystkich jego politycznych formach
i by upierać się przy niuansie, nawet jeśli ludzi to uwiera.
Historia nie powtarza się dlatego, że nie potrafimy uderzyć nazistów.
Historia powtarza się dlatego, że nie potrafimy zrozumieć, jak zwykli ludzie się nimi stają." 

Link do tekstu oryginalnego:  https://www.facebook.com/margaret.katchur/posts/10231523086247934Zwiastun
Link do zwiastuna: https://www.youtube.com/watch?v=sTtTGjuF0js

Idź do góry